VI konferencji i dyskusji panelowych_001Dr Zygmunt Mietlewski (Akademia Morska w Gdyni)

Jest rzeczą naturalną, że człowiek chce poprawiać swój dobrobyt. To także dotyczy przedsiębiorstw. Często generują zysk za wszelką cenę, nie zadając sobie pytania, co z tym zyskiem zrobić. Decydujemy się na przedsięwzięcia, które niekoniecznie się udają. Najlepiej działają firmy na początku swojej działalności, kiedy decydujemy, że nie chcemy pracować dla kogoś, natomiast nie zastanawiamy się, ile tak naprawdę chcemy czy potrzebujemy zarabiać. Brakuje nam refleksji, że im będziemy bardziej parli do przodu, tym innym będzie się żyło trudniej. Ekonomistą, który nas namawia do umiaru, jest prof. Grzegorz Kołodko, który mówi – nie produkujmy ponad nasze potrzeby. (Jego książka „Wędrujący świat”, przetłumaczona na 10 języków, pokazuje jak nauka może być wykorzystywana w walce o lepszy świat). Rażą nas podwyżki cen, ale proszę zobaczyć, w jaki sposób towarem i ceną manipulują producenci. Ostatnio się zorientowałem, że chleb, który kupuję na co dzień, kosztuje wprawdzie tyle samo, ale już nie waży pół kilograma, ale 350 gram. Szyneczka w opakowaniu, do której jestem przyzwyczajony, waży już też o 50 dkg mniej, niż poprzednio, choć cena się nie zmieniła. Takie są konsekwencje konkurencji rynkowej, ale ona wpływa nie tylko na handel, lecz także na kapitał ludzki. Można to zauważyć przy konkurowaniu ceną przy przetargach. Jeśli konkurujemy tylko ceną, w rezultacie skutki dotkną w pierwszej kolejności pracowników.

VI konferencji i dyskusji panelowych_002Przedsiębiorstwo nie ma racji bytu, jeśli nie ma pracowników. Nie ma pracowników, jeśli nie ma pracodawcy. Dwie strony są istotne, choć jedna jest uprzywilejowana. Da się jednak wynegocjować poprawne relacje. Niektórzy z państwa mówią, że dopóki są pieniądze, relacje nie są istotne.

W sytuacji krachu, kryzysu pracownik nie rozumie, że płaca jest niższa, spóźniona albo wcale jej nie ma, ma pretensje do pracodawcy, który jeździ dobrym samochodem albo inaczej eksponuje swój dobrobyt. Jak w takiej sytuacji rozmawiać, jak wytłumaczyć trudności w firmie i ich skutki, jeśli ani pracodawca, ani pracownik nie mają wiedzy ekonomicznej.

Na początku lat 90, w czasach, kiedy powstały biura czy urzędy pracy, założyłem z zespołem laboratorium biznesu. To były czasy masowych pożyczek dla bezrobotnych, przeznaczonych w założeniu na zakładanie własnych biznesów. Miałem świadomość, że wtedy często brało się pieniądze na wesele córki, a nie na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Zapytałem w jednym z urzędów, czy oprócz pieniędzy, wyposaża się tych bezrobotnych w niezbędną wiedzę. Nikomu na tym nie zależało, urząd był rozliczany z ilości przyznanych pożyczek, a nie efektywności ich wykorzystania. Z trudem namawialiśmy tych bezrobotnych, oczekujących na przyznanie pożyczki, na szkolenie, ale przyszło na nie dokładnie 109 osób. Po szkoleniach trwających od rana do wieczora 100 osób zrezygnowało z tej pożyczki. Jedynie dziewięć osób zdecydowało się na nie zdecydowało, choć już na pierwszy rzut oka były one za małe na zaplanowany przez nich biznes. Zrobiliśmy wspólnie kosztorysy, pomogłem zdobyć brakujące finanse z innych źródeł. Jeden z przedsiębiorców zrobił maszynę do produkcji kostki z odpadów, wtedy były przedsiębiorstwa, które oddawały odpady za darmo. Przewidywałem, że prędzej czy później ktoś wpadnie na pomysł, jak na tych odpadach zarabiać, czyli biznes się skończy. No i się skończył, jednak udało się tę toporną maszynę sprzedać i było za co firmę zamknąć.

VI konferencji i dyskusji panelowych_004Bardzo źle w Polsce brzmi hasło – jak najwięcej zarobić i jak najmniej się narobić. Ale to podstawowa zasada biznesu, prawo Pareto, w oparciu o tę zasadę działają banki.
Można zapytać, co to ma wspólnego ze społeczną odpowiedzialnością. Raczej ma więcej wspólnego z etyką. I dlaczego firmy, którym doradzałem, jednak padały. Czy przeceniłem swoją wiedzę? Gdzie popełniłem błąd? Zacząłem badać i firmy, i urzędy. Firmy wtedy brały pożyczki tak wysokie, jak to tylko było możliwe. Pytałem o to przedsiębiorców i rzeczywiście przyznali, że tak jest. Tłumaczyli, że urzędy przyznają coraz mniej środków albo nie przyznają ich wcale. Urzędnicy zaś mówili, że przedsiębiorcy biorą i tak więcej, niż potrzebują. Więc zapytałem, dlaczego w ogóle dają, skoro te firmy to już potencjalni bankruci. Urzędnicy odpowiadali, że to poprawia statystykę. Więc urzędom się nie opłacało wspierać dobre firmy.
Często sami pracownicy biur podpowiadali, jak wypełniać dokumenty. Nie intereso-wało ich, czy interes wyjdzie, tylko czy biorący kasę ma zabezpieczenie i czy będzie miał z czego spłacać.

VI konferencji i dyskusji panelowych_003Współcześnie z zachodu przyszły do nas dobre praktyki, choć różnie z tym wychodzi , bo Polacy są trochę inaczej skonstruowani mentalnie. Unia Europejska szybko się zorientowała, że Polacy to pomysłowy naród i wprowadziła pojęcie „koszt kwalifikowany”. W większości dobrze korzystamy z tych środków, ale w niektórych kwestiach się przeliczyliśmy, nie wyszły u nas na przykład klastry, które na zachodzie funkcjonują bardzo dobrze. Innowacje miały przecież pójść do klastrów, żeby przełożyć je na produkcję, która miała przynosić zysk, kiedy strumień kasy z EU się skończy. Dobre praktyki mają taki sam cel, choć też rzeczywistość pokazuje, że wiele pomysłów żyje tylko tyle, ile trwa projekt unijny.

Przypominam sobie czasy, kiedy uczyłem porządnego pisania wniosków europejskich, objaśniałem drzewa celów, matryce logiczne i tak dalej. Student udowodnił mi, że moja wiedza jest niepotrzebna. Założył się ze mną, że bez tej wiedzy z powodzeniem sięgnie po dotacje. Usiadł do generatora wniosków i pod koniec roku rzeczywiście urząd przyznał mu w konkursie dotacje na dwa projekty. On ich oczywiście nie wziął, chciał tylko coś udowodnić belfrowi, ale mimo regulacji UE pewne złe mechanizmy ciągle działają.

CSR jest narzędziem dobrowolnym, nie da się go uregulować prawnie. Gdyby tak się stało, to by znaczyło, że skończyła się etyka, że filozofia moralności przestała obowiązywać.

VI konferencji i dyskusji panelowych_005Proszę prześledzić, jakie firmy zdobywają nagrody? Firmy zwykle duże, uporządkowane, ale każda z nich ma w historii coś, czego powinna się wstydzić. Sam fakt przystąpienia do konkursu, uiszczenia wszelkich opłat jest już znaczący. Tymczasem podczas wojny w Wielkiej Brytanii urzędnik, który badał u gospodarzy jakość mleka nie pozwalał się poczęstować nawet filiżanką herbaty, nawet jak było zimno, żeby nie dać się skorumpować i nie być o to posądzonym.

Ważne jest współżycie nie tylko ze społeczeństwem, naturą, ale także lokalną władzą, przełożenie na przykład na żłobki, na przedszkola, nie dlatego, że firma musi, ale dlatego, żeby otwierać się na otoczenie, tworzyć wokół siebie dobry klimat i robić coś więcej, niż się od nas wymaga. To coś więcej, niż tylko spełnianie standardów. Potem przyszło myślenie – a dlaczego nie mamy na tym zarabiać, nawet nie w bezpośredniej przyszłości, ale wychowując sobie potencjalnych klientów, pracowników, użytkowników. Upowszechnianie praktyk CSR to praca u podstaw. Nie zakładajmy, że efekty przyjdą szybko, może nawet nie w ciągu jednego pokolenia.

VI konferencji i dyskusji panelowych_006Pamiętajmy, że za 50 lat zostanie nam 20 proc. lasów. Choć w Polsce i w Finlandii prowadzimy najlepszą gospodarkę leśną na świecie.

– Uczestniczka – ale to już nie są lasy, to są parki.

Leśnicy mówią, że to jest gospodarka, właściwa kultura leśna. Widzę, że lasy są sadzone w miejscach, gdzie ja, jako dziecko, chodziłem na buraki cukrowe, na ziemi, która jeszcze niedawno rodziła.

– Związkowiec – są normy i środki europejskie na zalesianie.

Zgadzam się, to zalesianie wymógł rynek, rolnikowi nie opłaca się już produkować. Dostrzegam, że stoimy przed problemem kulturowym. Za lat 20 czeka nas jakiś rodzaj współczesnego niewolnictwa, że będziemy niewolnikami kultur zachodnich, które nam już dziś narzucają normy.

Państwo, którzy uczestniczycie w tych konferencjach, w szkoleniach nie zastosujecie tych zasad, jeśli miałyby one zadziałać przeciwko wam. Ale nie będzie CSR, jeśli nie będzie odpowiedzialnej jednostki, odpowiedzialnej rodziny, odpowiedzialnego pracodawcy i pracownika.

VI konferencji i dyskusji panelowych_007– Uczestnik – życzyłbym sobie, aby ta odpowiedzialność była właściwie rozumiana, zarówno prywatne, jak i zawodowo.

CSR polega na budowaniu wspólnej wartości we wzajemnych relacjach. Jeśli rozwiązujemy jakikolwiek problem, robimy to w taki sposób, aby obydwie strony odniosły z tego korzyści, a także żeby korzyść odniosła ta strona, której w tej chwili z nami nie ma, a także środowisko, w którym żyjemy.

Rozmowa z Krzysztofem Margolem, prezes Nidzickiej Fundacji Rozwoju NIDA, byłym Burmistrzem Nidzicy:

– Panie prezesie, jak pan rozumie społeczną odpowiedzialność biznesu?

– To świadomość, w którym miejscu jest firma tu i teraz, to wiedza zarówno o pracodawcy, jak i pracownikach, to w końcu przekonanie, że oprócz korzyści ekonomicznych, można osiągać także korzyści społeczne.

– Czy można się takiej postawy nauczyć?

VI konferencji i dyskusji panelowych_008– Moim zdaniem można, ważna jest przede wszystkim motywacja do stosowania tej filozofii. Ona może być konsekwencją wychowania czy środowiska, z jakiego pochodzimy, albo także z przykładów wokół nas. Z pewnością jednak można się nauczyć technik CSR, które w rezultacie przyniosą firmie korzyści.

– Fundacja NIDA angażuje się w działania popularyzujące filozofię społecznej odpowiedzialności?

– Od samego początku naszego działania, czyli od 1994 roku. Te zasady są wpisane w filozofię naszej pracy. Co więcej, nie tylko popularyzujemy tę wiedzę, szkolimy firmy i pracowników, ale sami ją stosujemy, nasi pracownicy na zasadach wolontariatu angażują się w wiele przedsięwzięć społecznych.

– Czy uważa pan, że w regionie o ciągle dużym bezrobociu firmy chętnie biorą na siebie dodatkową odpowiedzialność?

VI konferencji i dyskusji panelowych_009– Zgadzam się, że ciągle za mało się w takie działania angażują, dlatego każda forma upowszechniania filozofii i dobrych praktyk CSR jest cenna.

– Dr Mietlewski w ramach ćwiczeń wspominał czasy, kiedy bezrobotni i przedsiębiorcy bez refleksji, bez biznesplanów, sięgali po pożyczki. Jak pan ocenia współcześnie podejście firm do różnego rodzaju wsparcia?

– Na pewno dziś jest większa wiedza, świadomość i odpowiedzialność przedsiębiorców. Ale dziś też ta pomoc jest inna, firmy mogą korzystać z narzędzi uszytych na ich miarę. Z moich obserwacji wynika, że dzięki temu coraz mniej jest nietrafionych decyzji i inwestycji, a przez to unikamy spektakularnych bankructw i tragedii, często całych rodzin.

– Pan ma również doświadczenie samorządowe, czy pańskim zdaniem narzędzia CSR można zastosować w administracji publicznej?

VI konferencji i dyskusji panelowych_010– Oczywiście. Samorząd to też jest swoista firma, często najbogatsza i zatrudniająca najwięcej ludzi w gminie, czy nawet miastach na Warmii i Mazurach. Dobrze, żeby ci pracownicy, ale także radni się uczyli, nabywali kompetencji zarządczych, w końcu oni decydują lub wpływają na wydatkowanie środków, na kierunki rozwoju. Admini-stracja publiczna to przecież służba społeczna, nie wyobrażam sobie, żeby samorządowcy nie angażowali się społecznie, nie tylko świadomie przekazując jeden procent podatków na organizacje pożytku publicznego, ale także – jak moi pra-cownicy – więcej. Oni zapisują im końcówkę swoich dochodów, ale także angażują się w prace społeczne po godzinach pracy. Uważam, że to jest przypisane do tej pracy. W Wiosce Garncarskiej w Kamionce mamy takie przykłady, przyjeżdżają wolontariusze, na przykład pracownicy urzędu pracy, angażują się w robotę fizyczną po to, żeby innym stworzyć miejsca pracy. Więc odpowiadając na pani pytanie, te narzędzia nie tylko są możliwe do zastosowania, one są konieczne. To powinien być nasz imperatyw wewnętrzny.

Ewa Domeracka – Moderator Kampanii Upowszechniającej.

Kategoria: CSR